Łapy, łapy, cztery łapy…

Od kiedy pamiętam, od najmłodszych lat każdy powtarzał mi, że pies to ogromna odpowiedzialność, multum czasu do poświęcenia, gdyż ten sierściaty przyjaciel wymagać będzie nie tylko co najmniej trzech spacerków dziennie, ale i ciągłem i nieprzerwanej uwagi z mojej strony. Rodzice powtarzali mi od kiedy tylko pierwszy raz pojawił się temat adopcji pieska, że nie poradzę sobie, że pies szybko zacznie mnie męczyć i jeszcze będę adopcji pieska żałowała.

Mówili mi, że stara jak świat mądrość “Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka” mogę sobie między bajki wcisnąć – i że nikt inny nie zrozumie człowieka tak dobrze, jak inny człowiek. Ale wiecie co? Choć powtarzali mi to non-stop, nie ważne ile razy pytałam, że piesek to zbyt wymagajace zwierzątka dla tak zakręconej i roztrzepanej dziewczynki co ja, nigdy się nie poddałam 🙂

Aż w końcu nadszedł dzień moich 14 urodzin, wtedy moje iskrzące się od lat marzenie w końcu się spełniło. Nie zapowiadało się na to – jak w każde poprzednie urodziny rodzice zaprosili babcie, dziadków, wujków, ciocię i sąsiadkę – panią Ninę której chyba do końca życia będę wdzięczna za zaszczepienie we mnie pasji do psów.

Dostałam w prezencie laptopa, o którego męczyłam rodziców od kiedy tylko starszy brat pokazał mi grę The Sims, który nigdy nie pozwalał mi siedzieć przy swoim komputerze zbyt długo “bo to jest mój sprzęt i odkładałem na niego dwa lata”. Mogę śmiało powiedzieć że moją sympatię do tej serii The Sims zawdzięcza chyba fakt, że można było mieć tam całą gromadkę zwierzaków. Możliwość grania na własnym laptopie ile tylko chcę w grę gdzie mogłam opiekować się watachą wirtualnych piesków i kotków wywołała we mnie taką radochę… oj, do dziś pamiętam tę euforię!

Najlepsze jednak miało dopiero nadejść – wieczorem, gdy skończyłam pomagać rodziom w sprzątaniu po mojej urodzinowej zabawie, gdy tylko skończyłam pomywać naczynia i wytarłam ręcę, pobiegłam szczęśliwa do pokoju chcąc zanurzyć się w świat mojej ulubionej gry, tym razem bez bycia wyganianą sprzed ekranu przez brata. I wtedy do salonu zawołał mnie tata, a gdy tylko przyszłam, zauważyłam siedzącą obok mamę – tata powiedział że musimy porozmawiać jak dorośli. Pierwszą moją reakcja było “Oj… chyba nabroiłam”, ale tę niepokojąca chwilkę szybko przerwał śmiech mojej mamy, tata też się uśmiechnął – zrozumiałam że nawet jeśli będzie to poważna rozmowa, to rodzice nie są na mnie źli.

Tak jak już mówiłam, tego dnia moje największe, czworonożnemarzenie miało się spełnić – rodzice powiedzieli mi, że widzą że jestem coraz bardziej odpowiedzialna, że staram się i jestem już ich zdaniem na tyle dojrzała, że zgodzą się żebyśmy adoptowali pieska. Nie jestem w stanie opisać, jak bardzo się wtedy cieszyłam, jaka radość mnie ogarnęła. Tamten dzień zmienił moje życie raz na zawsze – i to zdecydowanie na lepsze!

A jak potoczyło się to wszystko dalej? Jak wyglądowały moje przygotowania do adopcji, jakiego pieska przygarnęłam? Z pomocą tego bloga postaram się opisać wam początki mojej psiej pasji, a także udzielić cennych rady o tym jak pieskiem się opiekować, jak go wychować i jak wspólnie spędzać z nim najlepsze chwile swojego życia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *